Home Biografia Galeria Dyskografia Video Verba TV Koncerty
Oficjalna
strona
zespołu verba
Zapraszamy także
wszystkich Fanów na nasz
Oficjalny Profil na facebooku
INFO KONCERTOWE



Kontakt w sprawie organizacji koncertów zespołu VERBA

FANKLUB ZESPOŁU



Strona Oficjalnego Fanklubu zespołu VERBA "Młode Wilki"

KONKURSY



Dział konkursów organizowanych przez zespołu VERBA

VERBA - 8 MARCA

8 marca

01. WEJŚCIE
02. WIEM JAK TO JEST
03. WIELKOPOLSKA RAZEM
04. NIC WIĘCEJ
05. NIETRUDNO O BANAŁ
06. POLSKIE GWIAZDY
07. ABY ZROZUMIEĆ
08. TWOJA SEKSUALNOŚĆ
09. BOUNCE
10. WWW.BLOK.PL
11. MUSZĘ Z TYM ŻYĆ
12. CHORA MIŁOŚĆ
13. PRZED SIEBIE
14. PAMIĘTASZ
15. TANCERKA
16. MŁODE WILKI
17. ZZA BRUDNEJ SZYBY
18. CHCĘ TAM BYĆ
19. NOC MÓWI DOBRANOC
20. WYJŚCIE

TEKSTY - 8 MARCA

WIEM JAK TO JEST (BARTEK, IGNACY)

Dzisiaj kolorowo jest jedynie w telewizji
Śmieszą nas na siłę malowane teledyski
Raczej leją się łzy a nie szampan w kieliszki
Wiemy jak to jest, wiemy jak to jest, wiemy.

Wiem jak to jest, gdy Panna nagle zrywa
Odejdź, zapomnij, wybacz, aż chłodny dreszcz przeszywa
Wiem jak to jest, kiedy to Ty ją rzucasz
Dzisiaj zrywasz dla innej, jutro przebaczenia szukasz
Wiem jak to jest, bo już miałem to kiedyś
I nie popełnię błędu-Szatanie na to nie licz
Życie jedno mam, a w nim tysiące skrzyżowań
Chcę się wyprostować-orientacja musi być pionowa
Wiem jak to jest, kiedy sypią się plany
Wiem jak to jest, kiedy łapią cię Kanary
Wiem jak to jest, kiedy Starzy liczą rozwód
Wiem jak to jest, kiedy wódka wali w obwód
Wiem jak to jest, ale nie wiem jak będzie
Były doliny-jednak liczę na szczęście
Nie chcę siedzieć w depresji, jeśli mogę być na szczycie
Wiem jak to jest i dalej idę.

Dzisiaj kolorowo jest jedynie w telewizji
Śmieszą nas na siłę malowane teledyski
Raczej leją się łzy a nie szampan w kieliszki
Wiemy jak to jest, wiemy jak to jest, wiemy.

Co Oni Cię skarcili? Co? Bez przyczyny? Wiem
My bez winy, starzy nie kumają zawsze
O co chodzi nam, gdy chronimy sprawy własne
Gdy zaczyna być dobrze, odpadamy na starcie samym
Znam to, znam ten życia smak
Poznałem go, ugryzłem go, nie jeden raz
Zawsze zbuntowany, wiem jak to jest bez kasy
Odcięty od konta Mamy, nie ma Money-Money
Wiem jak to jest, - gdy Policja trzepie kieszenie
Wiem, mieli wezwanie, za zbicie szyby, a nie
Za bycie pięknym, szlachetnym i oddanym
Na własnej skórze poznałem ich plany, mówię Ci Stary
Znam ten uścisk kajdanek na dłoniach,
Znam - uczucie lęku i zimny pot na skroniach
Takie życie wiesz, ciężka droga do przejścia
Choć wyraźnie dręczy, nigdy Nas nie pokona.

Dzisiaj kolorowo jest jedynie w telewizji
Śmieszą nas na siłę malowane teledyski
Raczej leją się łzy a nie szampan w kieliszki
Wiemy jak to jest, wiemy jak to jest, wiemy.

Wiem jak to jest, gdy się kasa rozpływa
Miało starczyć na miesiąc, a nie ma już na dzisiaj.

Wiem jak to jest, kiedy kac zawiesza system
Moralny po Dziwce, ogólny po czystej.

WIELKOPOLSKA RAZEM (IGNACY, BARTAS)

To Wielkopolski wyścig z czasem, praca z materiałem
By wykorzystać szansę, jaką w śród codziennych zdarzeń
Życie Nam daje, o tym śnię i o tym marzę
O legalnej płycie, wydanej w dużym nakładzie
O koncertach, bez podziałów na plakacie
O wiernej publice-rządnej mocnych wrażeń
Wielkopolska scena-Wiesz, że o tym marzę
Wiesz, że o tym marzę-Wiesz, że o tym marzę.

Idziemy razem, muzyka Naszym drogowskazem
Z bagażem życia-gdzie Nasza przystań? To się okaże
Zaciśnięte pięści, zanik chęci, smutne twarze
Pot na skroniach, Ja się tym nie zrażę
Idziemy razem po trotuarze przez Nas znanym
Spokojnym krokiem, w głowach mamy na jutro plany
By coś zrobić, by się wybić, by od dna odbić szczerze
Nadzieja-Matką głupich, wspólne siły wierzę
Idziemy razem, omijając przeciwności
Mimo przeszkód, kopiąc kamienie, co na drodze
Razem tworzymy tarczę jak gardę, niszcząc pogardę
Że się nie uda, to nie dla Nas pogrzebane szanse
Idziemy razem, koncerty, płyty-to bilanse
Od V. Do E. Do R. do B. do A.-TAK
Może kiedyś Wielkopolska-Tej
Idziemy razem wierząc, że mamy szansę.

To Wielkopolski wyścig z czasem, praca z materiałem
By wykorzystać szansę, jaką w śród codziennych zdarzeń
Życie Nam daje, o tym śnię i o tym marzę
O legalnej płycie, wydanej w dużym nakładzie
O koncertach, bez podziałów na plakacie
O wiernej publice-rządnej mocnych wrażeń
Wielkopolska scena-Wiesz, że o tym marzę
Wiesz, że o tym marzę-Wiesz, że o tym marzę.

Idziemy razem ku realizacji marzeń
Bez czynnością się nie skażę-Wiem, że damy radę
Chociaż góra mnie ukarze-Ja się nie ukorzę
Verba-będzie walczyć dalej o kolejny dzień
Nasza przyszłość - zapisana jest na białych stronach
Przy dobrych samplach, teksty, My przy mikrofonach
Wsparci przez Wielkopolski sztandar-system wartości
To jest raport mniejszości, głos suportu dla Gości
To wielki pościg za świadectwem jakości
To starania o legal Pilskiej grupy z podziemia
Dążenie do spełnienia, na WLKP korzeniach
By wkrótce móc unieść ręce-w geście zwycięstwa
Wdrapać się na szczyt-poprzez wspólne osiągnięcia
Wspólne starania-za początki-Dzięki wielkie
Liber, Doniu, Kris-teraz Wy jesteście wszędzie
To, co dla Was już było-teraz i dla Nas będzie.

NIC WIĘCEJ (BARTEK, IGNACY)

Nie znam już takich słów, aby móc być z Tobą znów
Nie chcę już wierzyć w cud, bo wiem, że szkoda czasu
Mówią mi nie trać sił, bo z tego już nie będzie nic
Bo z tego już nie będzie nic, nie będzie nic już więcej.

Uczucia zagubiłem, utraciłem to, co piękne
Może na szczęście nigdy nie było wieczne
Nie będę już śnić o tym by ponaprawiać błędy
Nie będę szukać chwil tych, które odeszły
Teraz wiem, że nigdy się nie złamię już więcej
Smutek to szczęście, gdy z kamienia mam serce
Nagle zawiodła pamięć, zgubiłem gdzieś wspomnienia
Miłość to piękne uczucie, zwłaszcza, gdy jej nie ma
Od teraz muszę iść, muszę żyć bez uczuć dalej
To, co jest popiołem kiedyś było żarem
I niech to już tak zostanie, niech to już zostanie, bo tak lepiej
Mam już święty spokój, wolę żyć bez Ciebie
Teraz telefon milczy, skasowane wiadomości
Nie uwierzę już nigdy nawet szczerej miłości
Jestem sam i tylko jedna myśl porusza
Jak zaufać teraz komuś, skoro Anioł mnie oszukał.

Nie znam już takich słów, aby móc być z Tobą znów
Nie chcę już wierzyć w cud, bo wiem, że szkoda czasu
Mówią mi nie trać sił, bo z tego już nie będzie nic
Bo z tego już nie będzie nic, nie będzie nic już więcej.

Stoję samotny pośród tłumu, zostałem z niczym
Bez uczuć, jak coś poczuć, gdy serce milczy
Dziś - widziałem zbyt wiele, o jeden obraz za dużo
Dla Ciebie nie mam już miejsca, gdy marzenia się kruszą
Wiesz? stoję sam między szeptem a ciszą
Wiesz? jak to jest, gdy się myśli kołyszą
W głowie, która nie chce już tego, co było
Być nie wywołaną kliszą, dla mnie jesteś ciszą
Która usypia mnie, gdy próbuję powstać
Męczy mnie zabija, gdy nie zamierzam poddać się
Stoisz obok, ale jakby Cię nie było
Zapomniałem o Tobie, nawet, jeśli byłaś słodką chwilą
Stoję sam, tak bez uczuć wiesz.
Które zgasiłem właśnie, ugasiłem wszystkie je
Najłatwiej będzie po prostu nie rozmawiać
Zamykam rozdział ten, z mego życia spadaj.

NIETRUDNO O BANAŁ (IGNACY, BARTEK)

Wieczorny zachód, chłód i pustka w duchu
Z nudów znów do nut kilka dokładam słów
Zwalony padam z nóg, ale siadam do kartek
Może nie zasnę, może to coś warte
Może tak, jak siedząc wczoraj bezsensu do czwartej
Niech brzask mnie wygoni od tekstu-pisz
Nie stój w miejscu, w sercu gorycz ku szczęściu gonić
Czasem nie wiem, co robić-można by popić?
Skończyć nad ranem, gdzieś pod osiedlowym barem
W głowę bym dostał, to nie dla mnie-przesrane
Zapalę-muszę palić-na stanie mam kilka fajek
Więc palę i palę, nie zostawiając żadnej
Za oknem światła gasnę, ale nie chcę zasnąć
Chciałbym zacząć wers, chociaż myśli marzną
Wkrótce nowy dzień, znowu zgiełk, znów na zewnątrz szelest
Zrób ten tekst, no złóż ten tekst-pisz.

Czasem nie mam weny i nie mogę nic zmienić
To chwile, kiedy wartość myśli ciężko jest docenić
Złożyć banał nie jest trudno, po prostu nagrać gówno
Smutno, nudno i nudność-tak bywa
Czasem nie mam weny i nie mogę nic zmienić
To chwile, kiedy wartość myśli ciężko jest docenić
Złożyć banał nie jest trudno, po prostu nagrać gówno
Smutno, nudno i nudność-tak bywa.

Minuta za minutą biegnie w nocnym maratonie
Gdzieś zgubiłem myśli z sił powoli opuszczone
Bez szans, by unieść głowę, jak zerwana marionetka
Siedzę nad kartkami, długopis w dłoni już nie drga
I nie piszę tych słów, które słyszeć bym chciał
Duża kolejna kawa, to kofeinowy strzał
Masa auto pretensji, że piszę coś w presji
Choć to pretekst by tekst doszedł do perfekcji
Precyzji, fleksji, gramatyki i dykcji
Pośród równych sobie na pierwszej pozycji
To poezja ambicji, to ambicja w poezji
Chciałbym się wybić bez nadprogramowych lekcji
Nie mam wyraźnie weny, żadnej impresji w inwencji
Chcę napisać, ale bez polotu, wrota depresji
Otworzyły się już dawno, w czasie nocnej dywersji
Słów na biały papier.

POLSKIE GWIAZDY (BARTEK, IGNACY)

Polskie gwiazdy, reprezentantki ostrej jazdy
Przy nich gwiazdor, jego kasa, sprzyja rewelacjom
Kupuje wszystko jej, by było dobrze jej
Choć ona swe uczucie, jutro ulokuje gdzie indziej
Potem uśmiechnie się, byś myślał: jestem świetny
A łzami zniszczy, gdy nie jesteś romantyczny
Masz BM-kę, rwiesz jak chcesz, po prostu mierz i bierz
Zwyczajnie grzesz i pieprz, od tyłu można też
Mistrzynie ściem, które płyną z ust, przez uśmiech
Nie będziesz wiedział, jak panna porobi cię, gdy uśniesz
Prawdziwe kłamstwa fałszywie rzuca przez telefon
Jestem u koleżanki, a bzyka się z twym kolegą
Wystarczy z taką panną piec minut porozmawiać
Od razu widzisz, że ten model się nie zastanawia
W klubie stawiasz ty, w domu ona stawia
Tylko uczucia nie wymagaj, tylko uczucia nie wymagaj
I nie bądź frajerem, gdy trafiasz na penerę
Gdy ona zerem jest, ty szukaj tej z numerem jeden
Może ktoś się wami jara, ale tylko na raz
Najwyższy czas powiedzieć prawdę, tym co myślą, że są ładne.

Obsypane pudrem, jak francuskie pudle
Wie o tym każdy: nasze polskie gwiazdy
Kilku gości na raz, to dla nich zaszczyt
Wie o tym każdy: nasze polskie gwiazdy
Chociaż mówi, że kocha, nie ma w tym prawdy
Wie o tym każdy: nasze polskie gwiazdy
Żadna nie wyrabia, gdy mądrze chcesz pogadać
Wie o tym każdy: nasze polskie gwiazdy.

No, bo piękne! No, bo niezłe
No, bo z klasą są! No, bo gwiazdy to
Ach, te słodkie babki, szminki, skąpe szmatki
W głowie pustka, rozpusta, non stop ubaw
W nocnych klubach, prowadzą życie wielkiej Damy
Temu damy, temu damy, a tamtemu nie damy
Los modelki się wymarzył, tony pudru na twarzy
W środku zimy robić lato, na solarze się smażyć
Myśli: Podobam się wszystkim
W życiorysie lata pracy w agencjach towarzyskich
Jedna z drugą, w wyścigu od portfela do łóżka
Która pierwsza, która lepsza, która lepiej się rusza
Gdy ją koleś klepie, po jej zgrabnej pupie
Ta ma radość, że docenił trudy w fitness klubie
A ty ją osraj! To nie historia miłosna
To jest romans z finiszem, tam gdzie ktoś ma lepsza brykę
Weź jej telefon i spójrz na listę numerów
Teraz licz ilu twoja gwiazda ma kolegów
Jesteś jednym z wielu, zrobiła cię jeleniem
Tyle rogów, tyle boków-jesteś fenomenem,

Obsypane pudrem, jak francuskie pudle
Wie o tym każdy: nasze polskie gwiazdy
Kilku gości na raz, to dla nich zaszczyt
Wie o tym każdy: nasze polskie gwiazdy
Chociaż mówi, że kocha, nie ma w tym prawdy
Wie o tym każdy: nasze polskie gwiazdy
Żadna nie wyrabia, gdy mądrze chcesz pogadać
Wie o tym każdy: nasze polskie gwiazdy.

Choćmy do nieba, tam, gdzie w nocy polskie gwiazdy błyszczą
Poznajmy kilka tych, co rozkręcają towarzystwo
W blasku świateł, makijaże ukrywają prawdę
A gdy maska spadnie?

Lubisz mnie, bo w kieszeniach mam pieniądze
Wybacz, ale miały Cię tysiące
Nie masz nic, co zatrzyma mnie przy Tobie
Jesteś polską gwiazdą, a ja jestem zwykłym gościem
Lubisz mnie, bo w kieszeniach mam pieniądze
Wybacz, ale miały Cię tysiące
Nie masz nic, co zatrzyma mnie przy Tobie
Jesteś polską gwiazdą, a ja jestem zwykłym gościem.

ABY ZROZUMIEĆ (IGNACY, BARTEK)

Zrozum! Zrozum tych, którzy tracą grunt i toną
Wołając o pomoc, by móc zacząć żyć na nowo
Zrozum! Zrozum to, że trzeba więcej niż szczęścia
By nie zginąć tam, gdzie na współczucie brak miejsca.

Jego dusza zmęczona, z której zmył się blask
Dawno zatrzymał, bezpowrotnie w niej czas
Na ta jedną chwilę, choć na ten jeden raz
Zapomnieć chciałby, swego życia gorzki smak
Zrzucić z siebie ogrom dzisiejszego dnia
Ciężar brudnych szmat, ująć lat, aby było lepiej
Znaleźć gdzieś swoje miejsce i zapuścić korzenie
Piękny sen, takie marzenie
O ciszy, o spokoju, w własnych czterech kątach
O ukochanej osobie, której teraz tak brak
Chciałby krok cofnąć, krzyknąć z całej siły stop
Nie łatwo zejść z drogi, na którą rzucił go los
Błądzi sam, pośród szarych myśli
Za wspomnieniami goni, pełen nienawiści
Za ten z życiem wyścig, pełen klęsk i upokorzeń
Przestać chciałby lecz przestać iść nie może
Takie są w życiu drogi, nie każdemu sprzyja los
Czasem warto jest się zastanowić
Gdy skończy się dzień, co przyniesie nam noc.

Zrozum! Zrozum tych, którzy tracą grunt i toną
Wołając o pomoc, by móc zacząć żyć na nowo
Zrozum! Zrozum to, że trzeba więcej niż szczęścia
By nie zginąć tam, gdzie na współczucie brak miejsca.

Gdy otwiera oczy, gasną nocne światła ulic
Nieraz prosił Boga, by go więcej nie obudził
W kieszeniach chowa ręce, bo tak cieplej
Pod mostem miejsce podłe, ale chroni przed deszczem
Kiedyś pisał wiersze, że życie jest piękne
Teraz życie go kopie, gdy śpi pod kartonowym kocem
Pamięta, jak to było w domu przy kominku
Dzisiaj domem ciemny kąt, koło parkingu
Dzieci poszły w świat, by szukać swego szczęścia
Żadne z nich imienia ojca dzisiaj nie pamięta
W imię ojca każdy wybrał inną ścieżkę
By nie skończyć, jak ten, którego krew plami im serce
Żona odeszła, to dla niej warto było przetrwać
Zabrała wszystko, on nie chce iść do niej na cmentarz
Zbyt wiele przeżył, by ją z pamięci wymazać
Chciałby znać słowa, jakimi mógłby z nią rozmawiać
Mroźnej zimy pora, skłania do refleksji
To te chwile, w których smutek dławi oddech w piersi
Chciałby w końcu wiedzieć, że jutro będzie lepsze
Pomóż mu uwierzyć, bo ludzie mają serce.

TWOJA SEKSUALNOŚĆ (BARTEK, IGNACY)

Kochanie o Ciebie będę walczył z Katem
Jesteś moim Skarbem i ukryję Cię przed światem
Zabiorę tam, gdzie nie byłaś nigdy dotąd
Do krainy, w której będę mógł się kochać z Tobą.

Twoja seksualność, namiętna definicja
Musujący hard-core, o smaku ostrych przypraw
To kontroli prowincja, intensywny spontan
Koronkowe stringi zdobią dzisiaj Twoje biodra
W kieliszkach czysta farmakologia błyszczy dla nas
Biała wódka z lodem, to ku życiu proces- hej! No, co jest?
W tej materii jesteś dobra, proszę podejdź bliżej
Udowodnij mi, że usta są wrażliwe
Niech na zawsze zniknie ta chłodna profilaktyka
Nigdy nie mówisz do mnie: Skarbie nie dotykaj
Zimne chavingnon to nie dla dzieci składnik
Twa kobieca esencja rozpala mój organizm
Jesteś gorąca jak sauna, słodka niczym karmel
Twój jedwabny oddech jest jak nektar dla mnie
A Twoje piękne ciało to najlepszy afrodyzjak
Ogrzejmy teraz to miejsce, taka nasza sex-misja.

Kochanie o Ciebie będę walczył z Katem
Jesteś moim Skarbem i ukryję Cię przed światem
Zabiorę tam, gdzie nie byłaś nigdy dotąd
Do krainy, w której będę mógł się kochać z Tobą.

Bądź Boginią, co rozpala we mnie płomień
Niczym lawa gorąca, bądź klejnotem moich wspomnień
Bądź miłością, co rozkrusza twarde głazy- Wiesz?
Jesteś świętością nad świętościami
Nagiej skóry aksamit pieści moje dłonie
W tańcu namiętności powoli, delikatnie
Skarbie! Przecież wiesz jak ja lubię to
Gdy dziko kąsasz moją szyje w tą szaloną noc
Seksualności moc, z zatraceniem połączyła usta nasze
Wszystko jest nie ważne, gdy jesteśmy razem
Jedna chwila, a spełniła setki marzeń
Wirujące ciała wśród zmysłowych wrażeń
Zobacz księżyc usłał dla nas gwiezdne łoże
Seksapilu Księżniczko, uwierz, będzie dobrze
Chce byś była Muzą, moich snów spełnieniem
Nigdy nie zapomnę, że byliśmy razem w niebie.

REF: Kochanie o Ciebie będę walczył z Katem
Jesteś moim Skarbem i ukryję Cię przed światem
Zabiorę tam, gdzie nie byłaś nigdy dotąd
Do krainy, w której będę mógł się kochać z Tobą.

Nagi instynkt, żar, miłosny kod praktyka
Pieprzmy to, co specjaliści piszą w podręcznikach
Alkohol to preludium, ekstaza to epilog
To tylko dla nas czas, najlepszy czas na miłość.

Nie wiem jak Ci to powiedzieć, jesteś piękną panną
Chciałbym oczarować Ciebie jak Juan de Marco
Przechodzisz jak kotka, błyszczy Twoja postać
Zerwałbym wszystkie gwiazdy, by je Tobie oddać.

BOUNCE (IGNACY)

Ej Wy, unieście ręce w górę, niech impreza trzęsie całym klubem
Na raz-bounce, na dwa-bounce
Zróbcie hałas, wielki hałas
Więc baunsuj, baunsuj, unieś ręce w górę
Niech impreza trzęsie całym klubem
Bounce-tak, to VERBA, to VERBA, to Verba!

Popatrz na mnie jak czaruję bauncem
Dobrze wiesz jak to jest, gdy się bawię, gdy tańczę
Gdy wiara wokół, dotrzymuje kroku-spoko
Gdy wiedzą, że ja to ja, hej!
Jak to, bez zbędnej przesady, tak, to!
Zmiataj do mamy synku ,mały
Popatrz na mnie jaką kręcę imprezkę
Pełen CZILAŁT, Verba, uniesione ręce
Zabawa w ogniu, prawdziwa w każdym stopniu
Bounce, bouncem poparzeni po wielkopolsku-wszyscy
Przecież znasz mnie człowiek, to ten typ co spędza sen z powiek
Postęp bierze górę, a ty co, daj spokój, ty i cały twój wózek
Ja pedałuje z buta, bo zgubiłem gdzieś łańcuch
Chciałeś bouncu, to teraz będziesz miał bouncu
Ej1 Mam ten złoty łańcuch , tak!
Babe bounsuj, babe bounsuj!
Ej1 Mam ten złoty łańcuch , tak!
Babe bounsuj, babe bounsuj!

Ej Wy, unieście ręce w górę, niech impreza trzęsie całym klubem
Na raz-bounce, na dwa-bounce
Zróbcie hałas, wielki hałas
Więc baunsuj, baunsuj, unieś ręce w górę
Niech impreza trzęsie całym klubem
Bounce-tak, to VERBA, to VERBA, to Verba!

Popatrz na mnie, sam wybrałem swoją drogę
Z ciebie Luz- boy, strzelasz gangi jak Capone
A ja zbijam pionę, whos the man?
Ja tak wolę, gorące rytmy bouncu, rymy trafione, w samo sedno
Pięknie, co? Raczej pęknę, ze śmiechu, niż przed tobą klęknę
Popatrz na mnie, piję z Imprezowego Gralla
Gorące ciała, zimny browar, pełna sala
Wszyscy ręce w górę, cała wiara zgodnym chórem
Na raz-bounce, na dwa-bounce
VERBĘ rozpoznano, zróbcie hałas
Widzisz? Jak to jest w Wielkopolsce? Nie żaden styl hawajski
Śmieszny typie, zwolenniku lansu bez hajsu,
Chciałeś bouncu? To teraz będziesz miał bouncu!
Eee, chciałeś bouncu, bouncu tej, to teraz będziesz miał bouncu
Eee, chciałeś bouncu, bouncu tej, to teraz będziesz miał bouncu.

WWW.BLOK.PL (BARTEK, IGNACY)

Wszyscy o wszystkich, zawsze o niczym
W tajemnicy każdy milczy
Niemów, nikomu nie powtarzaj, wybacz
Nie wytrzymasz tutaj życia, jeśli nie obcinasz
Wszyscy o wszystkich, zawsze o niczym.

Lech ambitny operator koparki
Pech wczoraj wyrzucili go za wałki
Syn Krzysztof 24 lata robił w branży
Ale się skarży, że na chleb mu nie wystarczy
Mariola jego była żona, poszła z innym
Bo jest silny, obrotny i mobilny
Jej brat Mirosław kierowca z Rudy Śląskiej
W starym maluchu, bo dobre, co Polskie
Sąsiadka Anna, wkrótce bierze ślub z Andrzejem
Cztery lata siedział we Wronkach za kradzieże
Drugie drzwi Helena, chodzi do kościoła, Wierzy w Boga
Bóg nie słucha jej rodzina cała w grobach
Tokarz Janusz z dołu, broni swej wolności
Pobił żonę Zosię do utraty przytomności
Jego zięć Mariusz, przyjechał z Kielc
z córką Janusza wyjechali, niewiadomo gdzie, Weź posłuchaj!

Wszyscy o wszystkich, zawsze o niczym
W tajemnicy każdy milczy
Niemów, nikomu nie powtarzaj, wybacz
Nie wytrzymasz tutaj życia, jeśli nie obcinasz
Wszyscy o wszystkich, zawsze o niczym.

Zenon całe życie przy kurczach robił
W swej hodowli, co ją miedzy łóżkiem i fotelem złożył
Stefan spod piątki, zastawił Poloneza
By wyprawić córkę za fryzjera z Sandomierza
Siostra Halina, nie miała tyle szczęścia
Została z dzieckiem, bez wsparcia ze strony męża
Starszy kuzyn Marcin, handluje prysznicami
Mieszkanie numer siedem, po kłótni z rodzicami
Piętro wyżej wielebny, między pokutami
Z parafiankami, spełnia swoje sny o poligamii
Za ścianą Zbych, obiecuje, że poszuka pracy
Woda, prąd i gaz, trzeba spłacić raty
Poseł Waldemar, do niedawna stróż, teraz już czuje luz
Bo ma wóz, jego nowy zakup
A z ukrycia mały Adaś obserwuje Kaśkę
Która na leżaku, wystawiła cycki właśnie.

MUSZĘ Z TYM ŻYĆ (IGNACY)

Wiem, że są rzeczy, które bolą
Wiem, że są takie, co jak kamień toną
Wiem, że puszczone w niepamięć już nie gonią
Życiu na jakiś czas spokój dają.

Upłynęły te dni, kiedy czułem się wolny
Będąc jeszcze dzieckiem, bawiącym się w wojny
Jednak pozbawionym toku realnego myślenia
Będąc istotą, nie mającą nic do powiedzenia
Czekałem na rzeczy, których nie rozumiałem
A które później okazały się tylko banałem
To jakbym spał pod osłoną ciemnej nocy
Nieświadomy, że dzieciństwo tak szybko się skończy
Otworzyłem oczy teraz, gdy już dojrzałem
Przestraszyły mnie realia, z których wtedy się śmiałem
Zrozumiałem moje błędy z czasem przegrały
Zrozumiałem, zostawiłem niezatarte ślady
Wiem, na przekór innym robiłem złe rzeczy
Wiem, że czasu nie da się cofnąć
Wiem, to, co za nami nie umilknie
Wiem, każdy musi z tym żyć.

Wiem, że są rzeczy, które bolą
Wiem, że są takie, co jak kamień toną
Wiem, że puszczone w niepamięć już nie gonią
Życiu na jakiś czas spokój dają.

Kolejny nastał dzień, gniotę życie w swoich dłoniach
Z chorego snu wyrwany dźwigam, pot na skroniach dźwigam
Ciężar chwil zapamiętanych w przeszłości
W złości, tyle spraw straciło na wartości
W złości, zostawiałem innych nie żałując ich wcale
W złości, nie patrząc za siebie szedłem dalej
Zapominając o lojalności, wobec bliskich
Teraz nikt z nich, nic z tych chwil nie ma już w pamięci
Teraz wiem, sam sobie wystawiłem rachunek
Teraz wiem, z czyjej strony mogę liczyć na szacunek
Wiem, każdy kłębek swego życia rozwija
Ten się plącze raz tu, raz tam i z tropu zbija
Wiem, plony zbieram z życia poza kontrolą
Wiem, były sprawy, które po dziś dzień bolą
Wiem, za mało czasu, abym uczył się na błędach
Bo życie to czas, a czas na mnie nie czeka.

CHORA MIŁOŚĆ (BARTEK, IGNACY)

Nie licz na miłość tam, gdzie liczy się pieniądze
Nie ma zdrowych uczuć, jeśli myśli chore są
Wiesz dobrze, że zawsze można się dogadać
On chce kupić miłość, Ona woli ją sprzedawać.

Mówiono o nim tak - to jest bystry chłopak
Tylko popatrz - taki może świat zwojować
Cicho powtarzali z takim warto trzymać
Mocna firma, bryka, z tradycjami rodzina
Każda chciała go na dłużej zatrzymać
Ale mówił wybacz skarbie, mam już teraz nową partię
Tak rozwijał wtedy żagle, nagle znikał na zawsze
Dla niej przeżycie straszne, te wakacje na Malcie
Obiecane na starcie atrakcje i najdroższe hotelowe żarcie
W kwietniu miało być do Rzymu, w maju do Londynu
Inna lalka, choć to samo pięć minut, to samo pięć minut
Wczoraj jeszcze Lexem, sex doprawiony Mexem
Życie było jakby prostsze, dzisiaj szaro za oknem
I pod jego adresem masa przekleństw
W życiu znowu śnieg z deszczem.

Nie licz na miłość tam, gdzie liczy się pieniądze
Nie ma zdrowych uczuć, jeśli myśli chore są
Wiesz dobrze, że zawsze można się dogadać
On chce kupić miłość, Ona woli ją sprzedawać.

Ładna była, pełen komfort ciała
Larwa z niej - kurwa mała
W oczach fiskalna kasa, co money chciała
Łapać i wydawać, na jej widok drżała
Dla niej liczy się wnętrze, skóra, audio
Na zegarze dwieście i więcej
Żigolo zabierze ją wszędzie, swoim nowym Mercem
Później w łóżku tercet, kwartet, nawet sekstet
Zawsze dała radę, mówili to dziewczyna z klasą
Nao magic flakon, co dzień modniejszy fason
Taka była, córka tych, co w nocy tyrają
By spłacić ratę, za mieszkanie dla niej
Kochana córka tatusia, obrastała w piórka
Po dwudziestej - zawodowa kurwa
Jednak w sercu był ten, który kiedyś dał to szczęście
Nadzieję, co odeszła, gdy powiedział pieprz się
Zawalił się świat, a Ona została sama
Bez wiary w miłość, pozostało się sprzedawać.

PRZED SIEBIE (IGNACY, BARTEK)

Byliśmy wczoraj, zwykłymi chłopakami
Dzisiaj tacy sami, tylko nowe możliwości mamy
Nowy styl, nowe teksty, nowy bit na lepszym sprzęcie
Dzisiaj chcemy więcej, sami pracujemy na szczęście
Byliśmy wczoraj zwykłymi dzieciakami
Dziś te same młode serca, patrzą starszymi oczami
Nowe myśli, nowe sprawy, nowe doświadczenia
Pisałem wczoraj do szuflady, dziś wychodzę z podziemia.

Wczoraj, przeciętny szczeniak, miał nie duże ambicje
Dziś, po nocach tworzy teksty, żeby w końcu zaistnieć
Wczoraj, nie wyraźna postać, nie wyśnione plany
Kiedyś, chwalony za nic, artysta mamy, mały
Liryki badacz, przez palce postrzegany
Wytykany przez magisterków z teczkami, wyśmiewany
Na każdym kroku w cień bloku spychany
Nie zapomniał o celu, jaki sobie postawił
Dzisiaj, inny człowiek, odporny na przyjaźnie
Ich miejsce zajął Rap, najszczerszy mój przyjaciel
Nawet jego chcą mi zabrać, Mówią: zagraj, za Bóg zapłać!
To paranoja w Polskich realiach
Najniższa stawka - dwa piwa, to na życie nie starcza
Nie zna Cię publika, to nie znajdziesz u nich wsparcia
Dzisiaj wiem, że cel jest bardzo blisko
Moje marzenia jutro zrealizuje przyszłość.

Byliśmy wczoraj, zwykłymi chłopakami
Dzisiaj tacy sami, tylko nowe możliwości mamy
Nowy styl, nowe teksty, nowy bit na lepszym sprzęcie
Dzisiaj chcemy więcej, sami pracujemy na szczęście
Byliśmy wczoraj zwykłymi dzieciakami
Dziś te same młode serca, patrzą starszymi oczami
Nowe myśli, nowe sprawy, nowe doświadczenia
Pisałem wczoraj do szuflady, dziś wychodzę z podziemia.

Byłem wczoraj jednym z tych, co ukrywają swe teksty
Młody Shakespear, nie wie jeszcze, że jest wielki
Zapłonie w sercach tłumu, gdy zgaśnie jego ogień
Ja nie chce czekać, radzę to przemyśleć teraz i Tobie
Słowo po słowie, zeszyt, pióro i zamknięta szuflada
Pytają: Piszesz coś? Nie ja tylko bity układam
A jednak z mikrofonem dziś ujawniam własne wiersze
Nie będę grzebać moich słów, bo same wyjdą na powierzchnię
Kiedyś obiecałem sobie w końcu stanę na podium
Granica w ogniu, ja przekraczam ją jak podmuch
Moje miasto barw nabiera, choć przed chwilą było szare
Szanse miałem zawsze, tylko musiałem ją odnaleźć
Pamiętam organki z Pewexu, jedno brzmienie jeszcze
Choć piętnaście lat temu, to ostra zmiana na lepsze
Taki przełom w życiu, moje pierwsze melodie
Dziś na kompie bity, układam swoja historię.

PAMIĘTASZ (BARTEK, IGNACY)

Teraz, kiedy siedzę w domu sam, tęsknota niszczy mój świat
Ale nie chcę, znowu, szukać śladu prawdy pośród kłamstw.

Pamiętasz? To wszystko, co układaliśmy
Ja i Ty, najbliżsi, nasze sny i czułe myśli
Pamiętasz? Jedna myśl, do ostatnich dni być razem
Jak wybrani, realizować wspólne plany
A teraz pozostało mi jedynie Twoje zdjęcie
Zapach perfum w łazience, przypomina mi Ciebie
Nie szczere obietnice wciąż dawały mi nadzieję
Że istnieje szansa, bym nie odszedł w zapomnienie
Pamiętasz? Listopad nasza ostatnia rozmowa
Pamiętasz? Takie słowa nie są po to, by budować
Wszystko sypie się łatwiej, niż uschnięte kwiaty
Na ulicy na mnie patrzysz, ale ja już nie chce patrzeć
Dzwonisz - chcesz spotkania - ja nie pójdę porozmawiać
Nie ma szans, nie mam już ochoty nic naprawiać
I nie tłumacz więcej, że ze mną odeszło szczęście
Zostaw mnie samego, przy kimś innym moje miejsce
Moje miejsce.

Teraz, kiedy siedzę w domu sam, tęsknota niszczy mój świat
Ale nie chcę, znowu, szukać, śladu prawdy pośród kłamstw.

Pamiętasz? To uczucie i nasze wspólne wiersze
Coś, co było kiedyś dla Nas najcenniejsze, pamiętasz?
Odnaleźliśmy to sami, nie wiedząc gdzie, bo było wszędzie
Gdy spojrzenia się spotkały, mocniej zabiło serce
Wciąż myślę o Tobie, zamykam zmęczone oczy
Jesteś ze mną, czuję Ciebie, Twój lekki dotyk
Który czaił się słodkim dreszczem rozkoszy
Wtedy przy kominku, w chłodzie bezgwiezdnej nocy
Chcę pamiętać! jak najwięcej chwil, bo dla mnie coś znaczą, wiesz?
Zebrać wszystkie, w jeden sen ogarnąć
By nie zostać sam, szukając Ciebie po omacku
By nie słuchać fałszywych - miłości znawców
Zatapiam się w moich marzeniach, tylko serca bicie
Podtrzymuje moje życie, gdy patrzę w odbicie
Kiedyś z Tobą, teraz sam, bez tożsamości
Odeszłaś, zostawiając ślad w mojej pamięci
Kotku, wiesz?

TANCERKA (IGNACY)

W tą gorącą noc poczuj reflektorów błyski
Poczuj zapach whisky, poczuj tej energii przypływ
Bo znowu jestem. Proszę! zatańcz dla mnie
Ja zostanę tu, dopóki blady świt nie wstanie
Chce się wsłuchać w nutę Twojego ciała
Zachować obraz tego, jak się będziesz ruszać mała
Jak fotograf złapać każdą sekwencję
Więc zatańcz, zatańcz, aby było ich więcej
Jesteś Panią sceny, dla Ciebie ona cała
Daj się ponieść melodii, pozwól aby grała
W Twojej duszy, w Twojej głowie, w Twoich nogach
Niech oplecie zaokrąglone biodra
W skromnej sukience, prosisz, bym chciał więcej
Gdy ostatnia kropla potu spływa po Twej ręce
Chcesz być niegrzeczna kotką?
Ja Ci mówię nie ma sprawy, bądź nią!

W tą noc bądź moją tancerką
W bliskości kryje się namiętność
Tylko dla mnie,! Chcę poczuć Twoje ciepło Skarbie
Więc zatańcz dla mnie, raz!

Wiem, że lubisz jak obserwuje Cię z alkoholem w szkle
Kiedy tańczysz wokół mnie
Pokazujesz mi swoja drugą twarz, której nie znał nikt
Eee, tak! Wiem, że lubisz to, jak się bawisz ze mną
Twoje szpilki wystukują delikatnie rytm
Ja chce jeszcze, poczuć dreszcze
Kiedy tańczysz, kokietując moje zmysły, erotyką
W złotej kolii, nawet, jeśli księżyc patrzy
Więc pokaż mu, co najlepiej potrafisz
Wiec pokaż, jak się przyjemnie zabawić
Wiem, że lubisz to, kiedy mnie podniecasz
Rozchylając swoje usta, ognie wzniecasz
Ej, jesteś gorąca, kąsasz jak kobra
Potrząsaj ciałkiem, bo jesteś w tym dobra
Ukazując wdzięki, tak niegrzecznej panienki
Podejdź do mnie i skróć moje męki
Słodka tancerko, zrób mnie swoim niewolnikiem
Twego ciała sługą, namiętności grzesznikiem
Słodka tancerko zrób mnie niewolnikiem
Twoich pikantnych myśli.

MŁODE WILKI (BARTEK)

Młode wilki, zawsze będą szły przy sobie
Kochankowie, których nawet śmierć nie rozdzieli
Tak myśleli, choć rodzice wciąż mówili: Nie jesteście sobie przeznaczeni
Ludzie chcieli ich pouczać, mówili: chłopcze zwolnij trochę
A on na to: Ja nie jestem żadnym chłopcem
Odbijał piłkę, Chłopaki są w burdelach, a ja jestem młodym wilkiem
Żadnej pracy, żadnej szkoły, woleli w pociąg wsiąść
I jechać tam, gdzie poprowadzą tory
Tygodnie spędzone poza domem
Namiot nad jeziorem, spadające gwiazdy nad morzem
I tylko jedno życzenie, by w końcu się uwolnić
Od kontroli starych, którzy zawsze muszą plany im spierdolić
W końcu ruszyć w drogę
Nie spać na peronie, gdy ostatni pociąg odwołają
Jeden przekręt na parkingu był okazją
Czarny ścigacz, uwierzyli, że marzenia właśnie się spełniają
Od zera do stu procent
Wilki muszą być wolne, zwłaszcza, gdy są młode.

Ty także bądź takim młodym wilkiem
Tylko pamiętaj, że życie jest cholernie śliskie
Jeśli jednemu z was coś złego się stanie
Drugi da mu wsparcie, miłość, przyjaźń i oddanie.

Nie spała całą noc, czekając, kiedy zadzwoni
Musiało coś się stać, przecież tak nigdy nie robił
Gdy telefon się odezwał, była pełna nadziei
Choć za chwilę całe życie miało w koszmar się zmienić
To był wyścig, chciał zarobić parę groszy
Chciał ją jakoś zaskoczyć, a teraz nie będzie chodził
Dawał z siebie wszystko, ale jednak coś nie wyszło
Rozpieprzył siebie, motor i nadzieją na przyszłość
Pod szpitalem stali inni, te najbliższe młode wilki
Skowyt silników, oddawał hołd temu, co w wyścigu stracił wolność
On nie umarł jeszcze, choć dziś zmarła jego młodość
Myślał, że odejdzie, jednak ona została
Najwierniejsza partnerka z ich wilczego stada
Nie zawyła w miłości, milczała też w cierpieniu
Młode wilki zawsze razem będą iść ku przeznaczeniu.

ZZA BRUDNEJ SZYBY (BARTEK, IGNACY)

Codzienność, tak z pewnością znasz to
Raz bezczynność, czasem senność, czasem brak wolnej chwili
Jedni biorą prozak, lub napełniają kieliszki
Innym proza życia namaluje serial w telewizji
Wielu to się nie przykrzy, wiedzą wszystko o wszystkich
Nie mają własnych spraw, więc żyją problemami innych
Młodsi wolą się spalić, rzeczywistość ich wali
Nie wnikają w cudze życie, no a własne przegrali
Przećpali najlepszy czas, lepiej zapomnieć teraz
Wybrali letarg, a co mięli już dawno poszło na przetarg
Wyprzedali to, co jeszcze dało się sprzedać
Teraz speed, później hera, czas najwyższy umierać
Nie wybieram się z nimi, nie spisałem się na straty
Wciąż mam siłę, która co dzień każe mi iść do pracy
Ja wiem, że dam radę, ty też sobie poradzisz
Czasem musi się coś sypnąć, żeby móc to naprawić
Czasem musi się coś sypnąć! Twoja codzienność!

Przez brudne szyby widzę ludzi
Poszukują prostej drogi, by się nie zagubić
Oni dadzą radę, ty też sobie poradzisz
Czasem musi się coś sypnąć, aby móc to naprawić.

W głowie trzeba mieć plany, brać na zmiany poprawki
Ławka rezerwowych, nie otwiera drogi do bramki
Jednak dzień po dniu, widzę świat tych ludzi
Którzy chcieli by zasnąć i się więcej nie obudzić
Stres, znika sens, a los jakoś nie służy
Jak zły drogowskaz, dla zagubionych w podróży
Lecz jak nie dziś to jutro zapytają o drogę
Nigdy nie jest za późno na decyzji zmianę
Wiem, że wolisz stanąć na pozycji wygranej
Po tej stronie, na którą przechylono szalę
Ale nie jest tak łatwo, szczęściu trzeba pomóc
Dołożyć wszelkich starań, nie na siłę, bez przymusu
Bez powodu, by nigdy już nie liczyć dołu
Chwycić to, wziąć to, bez zbędnych lamentów
Życiowych zapędów, tak by nie wypaść z zakrętu
Teraz plask na pysk, światła błysk, obudź się
Obudź się, bo poniesiona porażka może uchronić od błędu!

CHCĘ TAM BYĆ (IGNACY, BARTEK)

I jak najdalej, dalej, dalej, dalej, dalej
Od tego miejsca, w którym szare życie spędzam
I znów, i znów, i znów, i znów, i znów
Chciałbym uciec tam gdzie świat się rozpędza.

Ostre słońce, plaża, zimne drinki
Gorący chillout, z dziewczynami w bikini
Skaczące tętno, kiedy krew baunsuje w żyłach
Ty zabieraj się z miasta, wyjedź tam, gdzie jest klimat
Weź to poczuj czujesz? jak ciśnienie pulsuje
Tam, gdzie każda gwiazda boskie ciało pokazuje
Ja odpalam swoją brykę i też tam jadę
Pewnie spotkamy się w klubie przy złocistym browarze
Zbijemy pionę, bekę, kilka pokali
Nie muszę tłumaczyć jak się należy bawić
W taki upał, przy takich bitach, przy takich biczach
Przy pijanych rytmach, zalana cała ekipa
Jednak dobrze się trzyma, żeby za szybko nie wypaść
To dla mnie wypas, z taką wiarą z życia korzystać
Bo tak jest fajnie, bo tak jest pięknie, Ooo babe!
Choć padam z nóg, to na pewno nie wymięknę.

I jak najdalej, dalej, dalej, dalej, dalej
Od tego miejsca, w którym szare życie spędzam
I znów, i znów, i znów, i znów, i znów
Chciałbym uciec tam gdzie świat się rozpędza.

Panienka Cię olała?, ej zapomnij o niej
Nadchodzi czas na podryw, więc korzystaj, gdy możesz mieć nowe
Nie masz się zakochać, po prostu rwij i baw się
Tak, żebyś za dwadzieścia lat wspominał te wakacje
Rozpieprz ostatnie grosze, by zabawić się nad morzem
Bądź jak ten koleś, co bez kasy zawsze trzyma pozę
Pal i pij, kręć panienki, dziś masz możliwości
Jest tutaj taki klimat, że i tak powrócisz zdrowszy
Jakbyś się zmęczył to wyłożysz się na plaży
Z zimnym browarem, tam na dobre na panny się napatrzysz
Jak dadzą się smarować, to pierwszy krok masz z głowy
One w ten sposób dają znak, że drugi możesz zrobić
Musisz się zgodzić na dancing, kryjąc wszelkie wydatki
W nagrodę w łóżku, chwili ci nie dadzą na spalenie fajki
I nie mów mi, że w domu ci najlepiej
Zamiast brać z życia esencję, tylko zaliczasz zwiechę.

NOC MÓWI DOBRANOC (BARTEK, IGNACY)

Coś było nie tak, on nie chciał wytłumaczyć powodów
Skupiony, w ciszy składał rzeczy w swym pokoju
Milczenie łamie serca w takich chwilach zawsze
Ona chciała spytać, ale bała się usłyszeć prawdę
On był spokojny, jak nigdy, jej nie zauważał
Łza spływała po policzku, a on się odwracał
Najlepszy facet dla niej, teraz był skończonym draniem
Pewnie kogoś ma, i zaplanował już rozstanie
Jednak on cierpiał, nigdy nie chciał wyjeżdżać
A jednak Bóg tego chciał, akurat nie rozdawał szczęścia
W końcu powiedział: Musisz mnie zrozumieć
Wyjeżdżam jutro rano i nie wiem kiedy wrócę
Przed nimi jedna noc, ostatnich kilka godzin
Kiedy odchodzi ten ktoś, czujesz, że miłość zawodzi
A jednak robisz wszystko, żeby być najdłużej przy nim
Odłożyć pożegnanie, z nadzieją, że zostanie.

Są zmęczeni, zagubieni, nie przytomni
W miłości, która teraz tak boli
W jednym uczuciu, podzielonym na dwie drogi
Ona mówi: Kocham, słysząc gorzkie: Zapomnij
Gdzieś odchodzi ten najbliższy
Razem układali to, co teraz muszą zniszczyć
Ostatnie wspólne chwile, spróbują dziś nie zasnąć
Chociaż noc mówi dobranoc.

Ona nie chciała wstać, wiedząc, że nie ma go przy niej
Odjechał, nic nie mówiąc, nie całując jej w policzek
Ona sama, w swoich czterech ścianach, w ciszy głuchej
Myśląc o tym, jak jej mówił, że ją Kocha czule
Zasłonięte żaluzje, ona okryta kołdrą białą
Czując zapach, tam, gdzie leżał, w tą noc ostatnią
Jej kochany Anioł, który odszedł z marzeniami
Skarb jedyny, jak cudowny sen urwany rano
Siedział samotnie w wagonie, rysując na szybie serce
Myśląc o niej, że nie zobaczy jej więcej
Zachował się jak szczeniak, wyszedł, kiedy ona spała
Nie mówiąc Do widzenia, tak bez pożegnania
Teraz w przedziale siedzi sam, zamknięty w sobie
Zanim nastał dzień, jeszcze kochali się oboje
Zanim nastał dzień, jeszcze ufali sobie
Zanim nastał dzień, myśleli o życiu we dwoje.